Historia Pani Anny Konarskiej, 90-latki z Podgórek

Zdjęcie przedstawia Jubilatkę, 95-letnią Annę Konarską z Podgórek.

30 sierpnia br. mieszkanka Podgórek - Pani Anna Konarska (z domu Figura) obchodziła piękny Jubileusz 90-tych urodzin. Bohaterka naszego artykułu wywodzi się z województwa kieleckiego, urodziła się i wychowała w miejscowości Rudki, koło Radomia.

Małą Anię i pięcioro rodzeństwa (Bolesław, Stanisława, Helena, Julian, Jadwiga) wychowali rodzice Aniela i Władysław, którzy otaczali swoje pociechy miłością. Rodzina utrzymywała się z gospodarstwa, uprawiali ziemię o areale 8 ha, mieli krowy, konie i drób. Wspomnienie dzieciństwa Pani Ani to dom pełen domowników oraz malownicze widoki w sąsiedztwie lasu i rzeki.

Aniela i Władysław Figura postawili sobie za cel, by ich pociechy zdobyły dobre wykształcenie. W ich domu zawsze były książki, czasopisma, wszyscy dużo czytali, chcieli poznawać świat, poszerzać horyzonty. Nasza Jubilatka doskonale pamięta gazetę „Ster”, którą regularnie czytano.

- Miałam wspaniałych rodziców, którzy marzyli o tym, żeby wykształcić dzieci. Wybuchła II wojna światowa i pokrzyżowała ich plany - relacjonuje ta energiczna dziewięćdziesięciolatka. Dzieci Figurów zamiast do szkoły poszły na służbę, by przeżyć i zarobić na chleb. Czasy były niebywale trudne...

Anna Konarska ukończyła sześć klas szkoły podstawowej. Dalszą edukację przekreśliły wydarzenia 1939 r. Bohaterka naszego artykułu i jej bliscy długo nie zaznali spokoju. Bardzo trudnym dla rodziny Figurów okazał się być rok 1944, kiedy to przez Rudki przechodził front. Zaczęły się bombardowania i ostrzały. Niewyobrażalnym dziś wydaje się to, że rodzina była zmuszona do opuszczenia domu i pozostawania w ziemiance przez okres 2 miesięcy (!). - Ojciec wypuścił zwierzynę, nie był w stanie wykarmić rodziny, nie mówiąc o inwentarzu - dodaje Jubilatka.

Ojciec Pani Anny - Władysław walczył w I wojnie światowej, został ranny pod Tułą, a w rodzinne strony powrócił po 4 latach. W jej opinii - to właśnie te przeżycia wpłynęły na jego wielkie pragnienie, by dzieci poznawały świat i inne kultury, „zatapiały” się w książkach, były otwarte na nowe doświadczenia, ludzi i przeżycia.

- Bunkier wykopali mężczyźni z naszej wsi, wspomina. - Przebywało w nim 27 osób,dzień i noc, w upale, niejednokrotnie bez jedzenia, z płaczącymi dziećmi. Niemcy nie oszczędzali nikogo, jeśli ktoś pojawił się na ich drodze, ginął. Rudki znajdowały się po zachodniej stronie Wisły, by stamtąd uciec, należało udać się na wschód.

Wojenne doświadczenia i doskonała znajomość języka rosyjskiego Władysława Figury pomogły odpowiednio zareagować, gdy pewnej nocy w ziemiance pojawili się Rosjanie. To oni przeprowadzili ludzi. Ojciec poprowadził rozmowę tak, że ów ludzie przeprawili ich na drugą stronę Wisły. - Byliśmy bezdomni, zamieszkaliśmy w cegielni, spaliśmy w komorach po wypalaniu cegły, przykrywaliśmy się słomą, nie mieliśmy nic do przebrania - wspomina Pani Ania.

Po wojnie, w maju 1945 r. rodzina Figurów powróciła do Rudek, a jedyne co tam zastali to ruiny domu. Władysław Figura bardzo przeżył, to co ujrzał, a jego córka doskonale pamięta wypowiedziane przez niego słowa - Nie po to przeżyliśmy wojnę, by teraz zginąć na minach.

Aniela i Władysław podjęli decyzję o wyjeździe na Śląsk, gdzie w Boroszowie spędzili dwa trudne lata. To tu ksiądz ze Sławna polecił małżonkom, by wyjechać na „zachód” w poszukiwaniu lepszego życia. Władysław udał się do Sławna, chodząc od wsi do wsi, by sprawdzić, jakie gospodarstwo zasiedlić. Po powrocie, rodzina zdecydowała się na przyjazd do Podgórek. To tu Figurowie od 1947 r. budowali wszystko na nowo. Prowadzili gospodarstwo rolne i żyli w zgodzie we wsi, w której do 1957 r. wciąż pozostawało wiele rodzin niemieckich. Ludzie byli wobec siebie bardzo życzliwi, mimo skomplikowanych przeżyć wojennych.

Swojego wybranka Anna Figura poznała w 1948 r., młodzi spotykali się przez dwa lata. Tadeusz Konarski poślubił bohaterkę naszego artykułu w kościele w Podgórkach w 1950 r.

Rok po ślubie na świat przyszła córka Teresa, w 1953 r. syn Piotr, w 1957 r. - córka Elżbieta, a w 1961 r. - syn Grzegorz.

Państwo Konarscy prowadzili 2,5-hektarowe gospodarstwo, mąż Pani Anny był zatrudniony jako pszczelarz w Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Pszczelarskie tradycje do dziś kontynuuje syn Piotr.

Nasza dostojna Jubilatka zadbała z mężem, by dzieci były wykształcone. Rodzicom udało się zaszczepić w nich czytelniczą pasję.

2 lipca 1963 r. to tragiczna data śmierci męża Tadeusza. Pani Anna w wieku 33 lat musi sama zadbać o czworo dzieci. - Było nam bardzo ciężko, najmłodszy syn w chwili śmierci ojca, miał niespełna dwa latka - wspomina. - Dzieci bardzo mi pomagały, po szkole chwytały książkę i wypasały krowy. Zawsze były obowiązki, potem nauka.

Największą dumą Pani Anny są jej dzieci, które otaczają ją wielkim szacunkiem i miłością, są blisko. Ta energiczna seniorka nie chce ich przechwalić, ale stanowczo podkreśla, że lepszych pociech nie mogła sobie wymarzyć.

Mieszka w Podgórkach, jest niebywale niezależna, sama przygotowuje sobie posiłki, dba oogród, wciąż dużo czyta. Cieszy się, że w tej samej miejscowości mieszka córka Elżbieta, a syn Piotr odwiedza mamę niemal codziennie.

Dzieci Anny Konarskiej są bardzo blisko ze sobą, a to zasługa - jak zgodnie podkreślają - ich Mamy. W jej opinii to, że przeżyła trudne czasy wojny i fakt, że miała siłę, by pozbierać się po przedwczesnej śmierci męża, to kwestia Opatrzności. Swoje modlitwy ofiaruje Bogu, dziękuje za każdy kolejny dzień i kończy rozmowę ze łzami w oczach, mówiąc: - Jestem szczęśliwa.

Drukuj

Wyświetlania: 39

Zobacz również

Powrót do góry