Historia Pana Edwarda Bęben, świętującego 90-te urodziny

Zdjęcie przedstawia Jubilata Edwarda Bęben wraz z żoną Aliną.
Historia Pana Edwarda Bęben, 90-letniego mieszkańca Karwic
 
1 sierpnia 1930 r. urodził się mieszkaniec Karwic - Pan Edward Bęben, który na początku sierpnia świętował piękny jubileusz 90-tych urodzin. Dziś publikujemy szczegóły z życia tego sympatycznego dziewięćdziesięciolatka. Edward Bęben urodził się we Francji (Wittenhajn w Lotaryngii). Jego rodzice Kazimierz i Władysława wyjechali w celach zarobkowych do pracy w kopalni. Doczekali się siedmiorga dzieci (Krystyna, Edward, Teresa, Władysława, Kazimierz, Jan, Janina). Dwoje urodziło się na ziemi francuskiej, pięcioro w Polsce.
W 1931 r. rodzina zdecydowała się na powrót do kraju. Wrócili w rodzinne strony - w kieleckie, do miejscowości o nazwie Lubania (gmina Chmielnik, powiat kielecki, województwo świętokrzyskie). Przejęli gospodarstwo matki ojca Pana Edwarda i pracowali na roli, hodowali krowy, świnie i drób.
 
Dzieciństwo Pana Edwarda to trudny czas biedy, który zapamiętał jako pomaganie w gospodarstwie i wypasanie bydła. Bohater naszego artykułu ukończył cztery klasy szkoły podstawowej i bardzo miło wspomina swoich żydowskich kolegów, z którymi spędzał mnóstwo czasu. „Bardzo się kolegowaliśmy, nie było między nami waśni i podziałów” - uśmiecha się.
 
Wspomnienie wybuchu II wojny światowej wywołuje w Panu Edwardzie łzy wzruszenia. „Bardzo się baliśmy, odtąd wszystko się zmieniło” - mówi. Wzrosły podatki, mieszkańcy wsi zmuszani byli do oddawania na rzecz okupanta płodów rolnych w ramach tzw. kontyngentów, co uniemożliwiało utrzymanie gospodarstw oraz wyżywienie ludzi i inwentarza”. Rodzina żyła bardzo skromnie.
 
Początek wojny to także kolejne przykre wspomnienie. Ojciec Pana Edwarda dostał powiastkę do wojska, w której określono miejsce stawiennictwa jako Bydgoszcz. Nasz Jubilat doskonale pamięta jak cała rodzina odprowadzała ojca na pociąg do Jędrzejowa i jak żegnali go ze łzami w oczach. Na szczęście było im dane witać ojca jeszcze dwa razy w czasie wojny. Kazimierz Bęben trafił do niewoli w Niemczech, ale szczęśliwie udało mu się uciec i powrócić do kraju w 1940 r. I tu znów Pan Edward ze łzami w oczach przywołuje ojca wracającego po roku rozłąki w rodzinne strony. „Szedł od strony pola obsianego żytem, w wojskowym mundurze, zapuścił wąsy. Długo nie chciałem odstąpić go na krok” - wspomina z rozrzewnieniem.
Historia zatoczyła koło, bowiem Kazimierz Bęben ponownie trafił do Niemic, ale szczęśliwie znów dane mu było wrócić do domu.
 
Zdaniem Pana Edwarda ludzie bali się Niemców, choć ma on o wiele gorsze wspomnienia z żołnierzami radzieckimi. Tych zapamiętał jako agresywnych, niedbających o wizerunek i szacunek do drugiego człowieka. Ze łzami w oczach przywołuje natomiast wspomnienie zabaw z żydowskimi kolegami, których „pochłonęła” hitlerowska ideologia. „Zrobiono im tak straszne, niewyobrażalne dla nas krzywdy” - mówi.
 
Do 1944 r. w domu Bębnów stacjonowali żołnierze niemieccy, z którymi nigdy nie było problemów, a wręcz byli bardzo życzliwi. „Mieliśmy dwie kuchnie, jedną w sieni i tu się stołowaliśmy, drugą w izbie, którą zajmowali Niemicy”. Pan Edward wspomina jak obserwował z zaciekawieniem ćwiczenia żołnierzy niemieckich, które odbywały się na boisku. A gdy nadarzyła się okazja bawił się granatem i RKM-em (!).
 
Zakończenie II wojny światowej to uczucie radości, ale i niepewności. Od 1946 r. bohater naszego artykułu pracował we młynie i mimo że było to ciężkie zajęcie, bardzo sobie tę pracę chwalił. Od 1949 r. Pan Edward służył w wojsku w Dęblinie, potem był epizod w Mińsku Mazowieckim oraz w Janowie. O służbie wojskowej Edward Bęben opowiada z entuzjazmem. „To były wspaniałe czasy” - dodaje.
 
Żonę znał z młodzieńczych lat. Mieszkała w pobliskiej miejscowości - Suchowoli. Pamięta doskonale małą Alinkę, gdy odwiedzał jej rodzinny dom i kolędował z kolegami. „To moja ulubiona tradycja z rodzinnych stron, był drewniany koń, śmierć z kosą, anioł, Żyd, ułan, diabeł. Niestety u nas tego nie ma, młodzi nie przebierają się i nie kolędują, a szkoda” - kwituje Jubilat. Pani Alina jest siedem lat młodsza od swojego wybranka, dlatego jak sami się śmieją, była dzieckiem, gdy spotykali się w różnorakich okolicznościach.
Edward Bęben poślubił Alinę Bochenek w 1954 r. w kościele w Chmielniku. Imał się różnych zajęć, pracował w hucie, na budowie, w kopalni, woził drzewo do tartaku, obrabiał pole. Młodzi zamieszkali w Chmielniku.
 
Bębnowie przenosili się w różne miejsca. Był czas, że Pan Edward dojeżdżał rowerem do Buska Zdroju, pokonując trasę 17 km w jedną stronę. Rodzina przeżyła też pożar. Miało to miejsce 3 stycznia 1963 r. - tę datę Pan Edward podaje z mistrzowską precyzją. Sąsiadka zapaliła świeczkę, gdyż dogrzewała małe pisklaki i sama wyszła do kościoła. Małżeństwo ze łzami w oczach wspomina te tragiczne wydarzenia, gdy ojciec wyciągnął niespełna roczną córkę Alinkę z łóżeczka, owinął w pierzynę i „wyrzucił” przez okno. Nie było czasu na ucieczkę w inny sposób. Trzyletni Zbyszek był natomiast w takim szoku, że nie chciał opuścić pokoju. Jego poparzenia były leczone przez pół roku w specjalistycznej klinice.
 
Po pożarze rodzina otrzymała większe mieszkanie w centrum miasta. Pan Edward od lat związany był z Państwowym Gospodarstwem Rolnym i pracował tam, gdzie ta praca była. Do Karwic trafił pierwszy raz w 1957 r., był tu traktorzystą. Rodzina Bębnów na stałe do Karwic przeniosła się w 1986 r. Edward Bęben miał tu znajomych, systematycznie robił kursy, zdobył prawo jazdy. Przez 22 lata mieszkali w pałacu, potem przenieśli się do mieszkania, w którym mieszkają dziś z synami.
 
Państwo Bęben doczekali się siedmiorga dzieci: Wanda (ur. 1955 r.), Teresa (ur. 1957 r.), Maria (ur. 1958 r., nie żyje), Zbigniew (ur. 1960), Alina (ur. 1962), Leszek (ur. 1964), Jan (ur. 1966).
 
W tym miejscu relacji, oczy naszego Jubilata rozbłysły… „Kupiłem wsk-ę, potem warszawę, jeszcze później junaka. Podróżowałem z żoną, jeździliśmy do Zielonej Góry. W końcu zakupiłem węgierską pannonię” - dodaje bohater artykułu. Od razu wiadomo, że pasją Pana Edwarda jest motoryzacja.
 
Ten sympatyczny senior - jak sam ujął - pracował dużo, w dzień i w nocy. Obrabiał pola. Śmieje się, że to tu - w Karwicach - nauczył się palić. Był zapracowany, ale nigdy nie narzekał. „Pracowałem dużo, bo było o kogo dbać i moja Kochana miała ze mną dobrze” - dodaje.
Alina i Edward Bęben z Karwic mają 15 wnuków, 11 prawnuków i 1 praprawnuczkę.
 
Pan Edward mimo wielu schorzeń i problemów ze zdrowiem, ma doskonałą pamięć. Jego relacja to soczysty, bardzo wrażliwy przekaz różnych wydarzeń, tych dobrych i złych, okraszony szczyptą poczucia humoru. Nasz Jubilat jeszcze do niedawna jeździł swoim poczciwym polonezem. Ogląda telewizję i spędza czas na rozmowach z ukochaną żoną Aliną. Poproszony o zapozowanie do zdjęcia mówi: „Z Alinką. Jak zdjęcie, to tylko z moją żoną. Do końca z nią…” i uśmiecha się z wyraźnym wzruszeniem.
Drukuj

Wyświetlania: 111

Zobacz również

Powrót do góry